Stały bywalec mojej kosmetyczki czyli korektor z Inglota


Jeżeli mieliście okazję czytać wpis dotyczący moich odkryć roku 2013, to wiecie, że bardzo cenię sobie korektory firmy Inglot. Dziś opowiem Wam bardziej szczegółowo co jest tego powodem.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że chodzi mi o te kremowe korektory w tubce:

 korektor

Jak widzicie posiadam dwa odcienie o numerach 21 oraz 26. Korektor z nr 21 używam latem gdy jestem bardziej opalona, natomiast 26 jest dla mnie idealny w każdą inną porę roku 😉

Tak prezentują się ich swatche:

 swatche korektorów

Szczerze przyznaję, że korektory te mają tendencję do utleniania się. Zwłaszcza 21 zdarza się wpadać lekko w pomarańcz.

Korektory te są bardzo gęste, „treściwe” i takie trochę „suche”. Myślę, że z tego względu lepiej sprawdzają się u dziewczyn posiadających cerę mieszaną/tłustą.

Największą ich zaletą jest to, że potrafią zakryć bardzo wiele 😉 Jako posiadaczka cery z licznymi niedoskonałościami jestem im niesamowicie wdzięczna za maskowanie moich wyprysków, blizn potrądzikowych, przebarwień itp.

Producent zapewnia nas także o możliwości stosowania korektora pod oczy w celu zakrycia sińców. Hmm to jest według mnie kwestia sporna. Myślę, że pod oczy najlepiej sprawdzają się dobrze napigmentowane, lekkie korektory z różowym tonem. Idealnie żeby jeszcze były odżywcze i nie przesuszały tak delikatnej w tym miejscu skóry 🙂 Korektor z Inglota może wyglądać pod oczami nienaturalnie, podkreślając zmarszczki lub wchodząc w załamania. Trzeba pamiętać, że jest to bardzo gęsty produkt. Nie ukrywam, że zdarza mi się go używać pod oczy gdy budzę się z mega widocznymi sińcami i tylko on jest mi w stanie to zakryć 😉 Warto dodać, że Inglot posiada oddzielną serię korektorów pod oczy (te z czarnym paskiem)

Jest to na pewno korektor bardzo trwały i matujący. Po przypudrowaniu nie martwię się o nic wychodząc z domu na cały dzień 😉

Co do sposobu jego aplikacji, to nie potrafię nałożyć go inaczej niż palcami. Na pewno nie jest to kosmetyk, który łatwo daje nam się rozblendować. Potrzeba chwili praktyki aby nauczyć się go stosować w odpowiedniej ilości gdyż jest bardzo wydajny i ładnie wtapia się w skórę. Wygodne opakowanie zakończone długim dziubkiem pomaga nam wydobyć dokładnie taką ilość o jaką nam chodzi:

DSC03237

Lubię stosować go także jako bazę pod cienie. Spisuje się w tej roli całkiem nieźle.

Korektor ten przy pojemności 10ml wystarcza mi na ok. 6 miesięcy codziennego, obfitego korzystania. Nie zapycha porów, nie uczulił mnie, nie podrażnił, nie przesuszył 🙂

Na koniec cena: ok. 25zł.

Reklamy

5 thoughts on “Stały bywalec mojej kosmetyczki czyli korektor z Inglota

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s